Co Cię nie zabije to Cię zmieni

 Kiedy ktoś mówi co Cię nie zabije to Cię wzmocni czuję w tym pewną ironię. To kształtuje w Tobie mechanizmy, które na pewnym etapie pozwalają Ci przetrwać, a na kolejnych etapach życia są jak kwadratowa kula u nogi , którą wleczesz za sobą jak ja kiedyś worek z siuśkami po cewnikowaniu. Niby starasz się trzymać w pionie, ale kładą Cię rzeczy i sprawy z pozoru niewinne. Dla Ciebie to jednak nokaut.

Czy to mnie wzmocniło? Absolutnie nie. Zamieniło mnie w człowieka pełnego lęku, podejmującego decyzję będąc dalej w tej survivalowej dżungli przetrwania, nawet gdy wokół wcale nie ma już zagrożenia.

Czy wzmocniło gdy za karę jako dziecko zostałam zamknięta w ciemnej łazience, gdzie byłam tylko ja i krzyk przerażenia?

Nie wzmocniło też, gdy zaczęłam szkołę i nie mogłam uporać się z tabliczką mnożenia a zamiast wsparcia był krzyk, co sprawiało, że kompletnie nie mogłam się skoncentrować.

Jako dziecko miałam problemy ze słuchem, gdy chorowałam gorzej słyszałam lub bolały mnie uszy. Czasami miałam czyszczenie uszów wielką strzykawką w przychodni co było dla mnie przeżyciem dość stresującym i nieprzyjemnym. Pamiętam , że drugiej klasie zdarzały się sytuacje, że nie dosłyszałam czegoś na lekcji lub inaczej zinterpretowałam pracę domową. Mieliśmy narysować panią jesień a ja rysowałam jesień. Myślę sobie, że pewnie świat by się nie zawalił gdybym przyniosła czasem swoją interpretację pracy domowej. Dla niej jednak było to karygodne. Kilkukrotnie spotkała któreś z rodziców moich koleżanek i coś wychodziło z rozmowy. Pamiętam jak pewnego dnia dostała furii, wzięła strzykawkę i goniła mnie po domu wrzeszcząc, że ona mi uszy przetka. Byłam przerażona, uciekałam i błagałam siostrę , żeby mi pomogła. Razem trzymałyśmy drzwi, aby nie weszła do naszego pokoju. To była chyba zima. Pamiętam, że siedziałam przy biurku, płakałam i pulsowało mi w głowie. Często miałam wrażenie że w mojej głowie jest dużo więcej, taki ogromny ciężar, która rozpycha mnie od środka a nie nic nie mogę zrobić.  Łzy i samotność w nich nigdy nie dawały mi ukojenia, a później twarz miałam w plamy jak kameleon i oczy spuchnięte jak pisklak. Wiele lat później historia powracała w jej opowieści w ramach żartów i śmieszków. Śmiałam się razem z nią. To jedna z moich metod przetrwania. No i byłyśmy wtedy blisko, przecież obśmiewałyśmy jedną osobę, mniejsza o to, że byłam to ja. Do dziś myślę, że to jedna z bardziej traumatycznych historii.

Z tymi słuchem historia była taka, że tata zabrał mnie kiedyś na jakieś badanie w zamkniętej kabinie gdzie miałam naciskać guzik gdy usłyszę dźwięk. W pełni improwizowałam, bo nie słyszałam nic. Nie wiedziałam jednak co się wydarzy gdy się to tego przyznam, wolałam łgać.

Myślę , że mój wewnętrzny, bezpieczniejszy świat zaczęłam budować w swojej głowie. Szłam do łazienki w porze mycia, siadałam na kiblu lub wannie i opowiadałam sobie bajki. To były kreatywne i ciekawe historie. Równie kreatywna byłam w zabawie, potrafiłam godzinami bawić się szachami w dobre i złe królestwo, zrobić sobie domek z kartonu , bawić się w windę stojakiem sklepowym po Tic Tac. Równie mocno uwielbiałam zabawy z siostrą w bibliotekę , lub gdy robiła dla mnie teatrzyk lub opowiadała wspaniałe historie, wymyślając je naprędce. Była w tym naprawdę świetna.

To ona uczyła mnie, że lepiej ukrywać żeby uniknąć konsekwencji. Ostatni raz przyznałam się że na pracę technikę potrzebuję produktów na kanapki i kazała mi wyjść z domu gdy były już zamknięte sklepy i nie wracać z pustymi rękami. Nic nie udało mi się zdobyć, poszłam do domu do moich koleżanek i poprosiłam żeby podzieliły się ze mną produktami. 

Myślę, że uczyłam się wtedy, że zawsze  muszę sobie  poradzić, że muszę uniknąć dotkliwych konsekwencji i że zawsze jestem zdana tylko  na siebie.

Traumatycznie wspominam przepytywanie mnie z książek i zeszytów, zawsze stresowałam się wtedy mocno i w głowie miałam pustkę, wszystko zapominałam. Byłam odsyłana do pokoju znowu i znowu i znowu by się douczyć. Pamiętam, że byłam skrajnie zmęczona. Było już naprawdę późno a ja jako dziecko w wieku szkolnym już dawno powinnam spać. Pewnie lepiej szłoby mi samej.

Któregoś wieczoru po takich przepytywaniach rzuciła najpierw mną przez pół przedpokoju a później plecakiem. To był na ten dzień koniec mojej nauki, ulżyła sobie. Musiałam porządnie ją wkurzyć.

Nie pamiętam kiedy pierwszy raz dostałam. Wydaje mi się ze trwało to od 5-6 do 13-14 roku życia. Jakkolwiek to brzmi bicie był lepsze niż cisza. Ciszy było w naszym domu bardzo dużo, nie mogłyśmy za głośno się śmiać ani rozmawiać. We wszystkie te momenty przed i po biciu stosowana była przemoc psychiczna.

Pamiętam, że gdy byłam na podłodze a ona krzyczała to jej twarz wykrzywiał okropny grymas, twarz robiła się zarazem przerażająca i groteskowa. Zawsze była nade mną. Ciosy nie zostawiały zbyt dużo śladów, ale nos często krwawił. Tak jakoś trafnie i celnie jej się udawało. Ja mam w głowie natomiast obraz jej głownie z takim krzykiem lub śmiejącą się z kogoś.

Jako dziecko często słyszałam o mojej przyjaciółce z dzieciństwa, że jest "rasowa i ma urodę cyganki' jak również że jest sprytna. Zawsze jej zazdrościłam, tej urody którą zachwyciła się moja matka i tego sprytu. Musiała go mieć w sobie wiele , żeby zasłużyć na taki komplement. Zawsze zatem czułam się przy niej gorsza, kulkowata i obła i nie zasługująca na dobre słowo. Zdjęcie z komunii gdy ja wciśnięta w zbyt małą odkupioną po kimś kiecke i Marta która wyglądała jak komunijna miss. Obraz poczucia mojej wartości.

Z tym nosem to byłą ciekawa historia. Bo on po tych wszystkich ciosach często krwawił. Pamiętam jak byliśmy u babci i spałam w jasnym pokoiku ze świeżo wykrochmalonej pościeli. W nocy ciągle leciało mi z nosa i wycierałam to w kołdrę. Rano gdy babcia weszła do pokoju zbladła. Cała górna część kołdry była zakrwawiona a ja poczułam zaschnięta krew w nosie. Nie wiem co jej wtedy powiedziała ale w niedługim czasie po tym wylądowałyśmy u lekarza. 

Siedziałam obok i sama uwierzyłam w tą historię. Krwawienia z nosa z niewiadomych przyczyn ona-szczerze zatroskana. Lekarz bezradnie rozłożył ręce i pokazał jak smarkać nos by uniknąć krwawień, najpierw jedna potem druga dziurka. Do dziś tam smarkam nos , żeby krew nie poleciała. Nigdy później nie była poruszana kwestia krwotoków z nosa.

Komentarze

Popularne posty